25 września
Polska, mieszkam w Polsce (przez dwa tygodnie)
Pierwsze wrażenia z Polski: mówią po polsku, wszędzie. Tego jakoś nie przewidziałam. Jeżdżą po prawej stronie. Hm, dziwnie trochę. Jest bardziej zielono: w parkach, na osiedlach. Zieleń jest gęstsza i bardziej soczysta. Więcej ładnych dziewczyn na ulicy. Więcej przekleństw. Taniej jest. Owoce i warzywa zwłaszcza. Nie segreguje się śmieci. Na ulicy więcej psów morderców i więcej bez smyczy. W autobusach i tramwajach bezinteresowna uszczypliwość. Toalety są płatne. I to akurat jest smutne. Kto przyjedzie do Warszawy zza granicy, zapamięta, że wydawał dziesięć złotych dziennie na toalety. W ciąży - do dwudziestu. Pliz, czy Warszawa nie ma na czym zarabiać, tylko musi na publicznych WC?
Poza tym jakoś mało się zmieniło. No ale czy tak dużo się mogło zmienić przez dziewięć miesięcy. Nawet jeśli ktoś przyjeżdża z bardzo daleka. Zresztą to, że nie zmieniła się Agrykola ani Powsin, jest akurat miłe. W Powsinie nawet ten sam pan co zwykle sprzedaje śliwki. Trzy złote kilo. Proszę państwa, takich cen i takich śliwek nie spotyka się w Australii. Ale jednak trochę się pozmieniało. Sympatycznie było na przykład zobaczyć ścieżki rowerowe na Placu na Rozdrożu i w Alejach Ujazdowskich. I automaty sprzedające bilety na przystankach. Albo te naklejki w autobusach, że za bilet można płacić esemesem. No to w Melbourne tego jeszcze nie ma. Ciekawe tylko, czy ten miły pomysł działa?
Ludzie się nie zmienili też. Może oprócz Miłosza, no ale Miłosz ma na usprawiedliwienie swój młody wiek (2,5). Zmieniają się sprawy, ale ludzie ci sami. Miło wrócić do ludzi. Do mieszkania. Do salonu fryzjerskiego Prima. Do uliczek na Grochowie i autobusu 520. I do Moniki Olejnik w radio w niedzielę rano. Miło będzie wrócić jeszcze raz. Za jakiś czas.
ślub był fajny, ksiądz pozwolił parze młodej się pocałować. No i brawa w kościele - coś, czego zawsze mi na ślubach brakowało. O to właśnie chodzi: jest moment kulminacyjny, są emocje, więc jakaś reakcja ze strony widzów się należy. Bo jak tylko patrzą, to co. Zachęcam wszystkich do bicia brawa na ślubach.
W jaki sposób utrzymuje się kino Luna, do którego na "Janosika" w niedzielę przyszło sześć osób, nie wiem zupełnie.
20 września
Abu Dhabi - Bruksela - Warszawa
W liniach Etihad Airways stewardessy noszą śliczne nakrycia głowy. Gadżety, które rozdają pasażerom są milutkie i eleganckie. Oprócz zwykłych posiłków, kilka razy w ciągu lotu serwowane są batony, soki i owoce. Na indywidualnym ekranie, który ma przed sobą każdy pasażer, można obejrzeć 78 filmów. Państwo, w postaci Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dopłaca do swoich linii lotniczych - i pewnie dopłaca grube pieniądze. Co ciekawe, maleńkie Emiraty posiadają aż dwie narodowe linie: Etihad Airways i Emirates. O tym, że linie te nie działają na zasadach czysto komercyjnych, można przekonać się już w Melbourne. Lokalne biuro Etihadu miesci się na czterdziestym piętrze biurowca, w samym centrum miasta, a sprzedawcy nie pracują w typowym open-spejsie, tylko we własnych pokojach lub dzielą jedno pomieszczenie w dwie osoby. Przestrzeń, komfort, elegancja. Jak widać, zyski z ropy naftowej inwestuje się w usługi oraz w wizerunek kraju. Oraz w infrastrukturę. Ale tego nie miałam okazji zobaczyć, bo przesiadka w Abu Dhabi trwała zaledwie dwie godziny. Szkoda, bo podobno te inwestycje są imponujące.
O infrastrukturze i o tym, że warto zwiedzić Abu Dhabi opowiadał mi Arab, z którym leciałam do Brukseli. Arab tak naprawdę był Belgiem, urodzonym i wychowanym w Brukseli, ale marokańskie pochodzenie ojca zasadniczo ukierunkowało jego życie. Był muzułmaninem. W czasie kilku godzin lotu zdążyłam zapytać go o parę spraw dotyczących islamu. Islam silnie oddziałuje na arabskie prawodawstwo i jest to powszechnie znany fakt, ale najciekawsze jak zwykle są szczegóły. Na przykład dowiedziałam się, że islam precyzyjnie reguluje kwestie spadkowe. I tak, kiedy w rodzinie dziedziczy syn i córka, chłopiec dostanie dwa razy tyle, co jego siostra. Ale za to gdy kobieta wnosi pieniądze do małżeństwa, majątek pozostaje wyłącznie jej własnością. Mąż nie ma prawa do pieniędzy żony. Za to ona jak najbardziej korzysta z tego, co przyniesie do domu mąż. Mąż ma obowiązek utrzymać rodzinę. Z kolei to powoduje, że podejmuje też większość decyzji. W detale nie wchodziłam, chociaż byłoby ciekawe dowiedzieć się, od jakiego szczebla zaczyna się w małżeństwie moc decyzyjna żony. No bo wiadomo, że to, jakie kupić garnki, najlepiej wie kobieta. Poza tym wiadomo też, że w rodzinie może być władza formalna i nieformalna. Interesująca sprawa.
W czasie lądowania w Abu Dhabi z głośników popłynęła informacja, że trwa ramadan, w związku z czym należy powstrzymać się od jedzenia i picia w miejscach publicznych w ciągu dnia. Zapytałam mojego Araba, jak to jest z tym 'wciągudniem' i czy zakaz picia nie jest przypadkiem trochę niezdrowy, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Więc podobno, wbrew obiegowej opinii Europejczyków, muzułmanie po zmierzchu wcale nie zaczynają wielkiej fiesty. Jedzą, ale jedzą mniej niż zwykle, bo żołądek w ciągu dnia odzwyczaja się od normalnych posiłków. Co do picia, rzeczywiście za dnia się nie pije, co w kraju o tak gorącym klimacie wydaje się znacznym ograniczeniem. Z postu zwolnione są jednak kobiety w ciąży i karmiące, małe dzieci i starsi ludzie. Także podróżujący nie muszą pościć. Co dla mnie ma sens, jeżeli jedzie się na wielbłądzie przez pustynię albo pokonuje dłuższą drogę pieszo. Natomiast w komfortowych wnętrzach Airbusa 330 taka reguła traci trochę zasadność. Mój Arab jadł i pił. Ale być może jest w tym przepisie jakiś głębszy sens, którego nie znam.
Na lotnisku ramadan trwał. Nie widać było ludzi jedzących czy pijących. W lotniskowych kafejkach siedziało w sumie może kilka osób: głównie turyści.
C.d.n.
6 września
Wiosenne zmiany
Przyszła wiosna i mamy na to kilka dowodów.
Po pierwsze, kwitną stokrotki: dużo stokrotek. Po drugie, wczoraj utopiliśmy Marzannę, a wiadomo, że zwodowana Marzanna oznacza definitywny koniec zimy. Po trzecie, nasza sąsiadka zza ściany obudziła się z zimowego snu i zaczęła śpiewać. Powstała teoria, że jej śpiew stał się inspiracją dla okolicznych ptaków, które od niedawna budzą nas co rano miłymi melodiami.
Nasza sąsiadka niedługo przestanie być naszą sąsiadką, bo niebawem przeprowadzimy się do nowego mieszkania. Nowe mieszkanie mieści się na pobliskiej uliczce, a przeprowadzamy się, bo się nam podoba. No i jest cichsze niż to obecne przy Punt Road. Przeprowadzka przerwie niestety naszą kilkumiesięczną przyjaźń z dwoma lokalnymi kotami, rudym bez ogona i czarnym z ogonem, ale poza tym widzimy głównie plusy. A zresztą jak tu się nie cieszyć, skoro agent pośredniczący przy wynajmie nieruchomości tak serdecznie nam wczoraj pogratulował. Czujemy się jakbyśmy wygrali aukcję na Allegro.
Co do wynajmu mieszkań w Melbourne, proces jest nieźle zorganizowany. W formularzu z ofertą należy wpisać wysokość rocznych dochodów netto każdej osoby oraz podać po dwie osobiste referencje. A także poinformaować gdzie się mieszka obecnie i gdzie się mieszkało przedtem. I jaki był czynsz. Do tego załączyć potwierdzenie dokonywania opłat za gaz i prąd. Agencja skrupulatnie sprawdza prawdziwość podanych informacji. Dzwoni do pracodawców. A na oglądanie mieszkania, trwające nota bene nie więcej niż piętnaście minut, można przyjść tylko w wyznaczonym przez agencję terminie. Mieszkanie ogląda jednocześnie kilka lub kilkanaście osób. Nic dziwnego, że po zakończeniu tak skomplikowanej procedury usłyszeliśmy 'Congratulations!'
A poważnie - byliśmy chyba jednymi z niewielu klientów, którym udało się wynegocjować z agentem cenę najmu. Negocjacje telefoniczne trwały kilka dni. My mówiliśmy, że nam nie zależy, agent - że proponujemy skandalicznie mało (to n i e b y ł o skandalicznie mało) i znajdzie kogoś innego, ale w finale uścisnęliśmy sobie wirtualnie dłonie i dobiliśmy targu. Tak że wiosna przynosi zmiany i wiatr odnowy wieje. Do usłyszenia.
2 września
Dzieje się
Dzieje się, proszę Państwa, dzie-je-się. W weekend zaliczona pierwsza sesja z Life Coachingu i było super, chcę być coachem, w sobotę topimy Marzannę na wiosennym BBQ: trzeba przygotować wiosenne przebrania, przyczepić kwiatki, motylki, upleść przecież Marzannę, spakować kosz piknikowy, no a potem cztery dni i ziuuu do Polski, arabskimi liniami, Arabowie podobno teraz kupują polskie stocznie, to tak jak Chińczycy australijskie kopalnie, DZIE-JE-SIĘ; ciekawe, czy będę tęsknić za Melbourne?