30 sierpnia
Cool!
Przed nami ostatnie dni zimy. Kto chce skorzystać, niech się pospieszy: jeszcze tylko przez dwa dni w Docklands - portowej części Melbourne, można oglądać prezentację opadów śniegu. śnieg jest włączany o pełnych godzinach, od jedenastej do szesnastej, na piętnaście minut. Przedstawienie nosi nazwę Realistic Snow Falls i jest bardzo australijskie.
28 sierpnia
Mariola (3)
Mariola powiedziała, że będzie chłopiec.
Ładnie wyglądasz, to znaczy, że chłopiec. Ale przyjdź za miesiąc, to wtedy ci powiem na pewno. że co? Twoja koleżanka też ładnie wyglądała i miała dziewczynkę? Może i tak. Ja to od razu wiedziałam, że u mnie będzie córka. No wiedziałam, czułam, w środku. Zresztą jak ktoś bardzo chce, to będzie miał to co pomyśli, wiesz? Jak się bardzo chce, to się ma.
A masz ochotę na słodkie czy kwaśne? Kwaśne? Ja to ci mówię, jeszcze przed ciążą ktoś mi przyniósł takie dwie torby agrestu, po dziesięć kilo, ogromne. No i naładowałam do słoików. Do pełna. Mówię ci, takie duże słoje, pełno tego agrestu. I potem zeszło wszystko. Wszy- stko.
Jaką chcesz mieć grzywkę? Diagonal czy straight? Diagonal? Okej. No nawet będzie ładnie. U mnie, to pod koniec ciąży wykryli jakieś wielkie zatrucie krwi. W szpitalu. Więc ja - że co proszę? I się okazało, że tamte laborantki były całkowicie pijane. Totalnie. Bo tam wszystko na spirytusie robili, te badania, wszystko na spirytusie. I one były takie pijane, że pomyliły odczynnik, i wyszło wielkie zatrucie. Potem mi powtarzali dwa razy. No i wyszło, że wszystko dobrze.
Potem Mariola podzieliła się ze mną tajną informacją. Wiadomo, sekret za sekret. Ale nic na razie nie mogę powiedzieć, bo nikt jeszcze nic nie wie. Tajemnica.
23 sierpnia
Smaki wschodnioeuropejskie
Proszę bardzo, nie trzeba szukać kiszonej kapusty w delikatesach.Wystarczy odwiedzić czesko-słowacką knajpę Koliba na Johnston Street. Halusky s kapustou - małe ziemniaczane kluski z gotowaną kiszoną kapustą i bekonem. Jak mówią Australijczycy: yum. Pomysł spędzenia wieczoru w Kolibie wysunęli nasi słowacko-niemieccy znajomych i był to pomysł bardzo dobry. Przy okazji zauważylismy, że grono naszych najbliższych znajomych to właśnie Niemcy. Z niewielką domieszką Słowaków. Dzięki temu często możemy posłuchać pięknego niemieckiego akcentu. Na zakończenie wieczoru - śliwowica. Dla tych co w ciąży - zelený caj. Prost!
21 sierpnia
Kwiecień. Po prostu kwiecień. Idealnie pasowałyby teraz święta Wielkiejnocy.
20 sierpnia
Azjaci
Myślę, że Polacy w miarę łatwo aklimatyzują się w Australii. Ciepło, miło, duży luz. Kto lubi bezpośredniość w kontaktach międzyludzkich, będzie się tutaj dobrze czuł. Do akcentu można się w końcu przyzwyczaić, a urocze australijskie 'noy' i 'soy'* ('nie' i 'więc') - nawet polubić. Może trudniej przyzwyczaić się do drewnianego smaku jabłek i do tego, że kapusty kiszonej nie można kupić na każdym rogu ulicy. Ale za to jest dobra włoska kuchnia. Krocie miejsc, w których można zjeść lunch albo pyszne ciasto. Co krok mruga na nas w mieście jakis miły bar albo kawiarnia. Poza tym to społeczne przyzwolenie na prawie wszystko: na ubieranie się z fantazją. Na jazdę hulajnogą do pracy. Na różne poglądy. I na przechodzenie przy czerwonym świetle. Nic nie jedzie, to idziemy, nie?
Ale społeczny liberalizm może być, co ciekawe, odbierany jako ciężar. Zwłaszcza przez narodowości, które nie są przyzwyczajone do społecznej swobody. Dla których naturalne jest raczej traktowanie jednostki w sposób protekcjonistyczny. Przez państwo, rodzinę, społeczeństwo. Według mnie stosunkowo trudno przystosować się do australijskiej liberalizmu niektórym Azjatom. Azjaci mają od małego zaszczepiane wzorce 'poprawnych zachowań'. Paternalizm to słowo, które chyba dobrze pasuje do Azji. Społeczeństwa azjatyckie są też w dużo większym stopniu zhierarhizowane. W zderzeniu z australijskim systemem wartości, który na pierwszym miejscu stawia egalitaryzm i wolność wyboru, reakcją ludzi z mocno zakorzenionym modelem azjatyckim może być poczucie zagubienia i braku przynależnosci.
Ciekawe wrażenia przynosi zawsze kontakt z Koreańczykami. Pamiętam z jakiegoś dawnego wakacyjnego obozu w Polsce, że pierwszy Koreańczyk, jakiego tam poznałam, cechował się 1) dużą uprzejmością, 2) spokojem, 3) lekkim introwertyzmem. Jednym słowem, jak się nawet raz uwalił, zrobił to w taki nienarzucający się, prawie miły sposób. Dwie Koreanki z tegorocznej kwietniowej wycieczki do Uluru - podobnie uprzejme i podobnie nieśmiałe. Choć trzeba przyznać, że pod koniec wyjazdu rozkręciły się. Zaczęły obejmować naszego przewodnika Mike'a oraz szczypać go w brzuch (Mike traktował ten szczególny rodzaj komunikacji z dużą otwartością i stwierdził potem, że wszystkie koreańskie dziewczyny, jakie spotkał, dzielą się 'nadzwyczaj nieśmiałe', albo 'trochę szalone'). Tak czy inaczej, wspólną cechą wszystkich Koreańczyków, których dotąd spotkaliśmy była właśnie specyficzna azjatycka grzeczność - taka, którą wykształca hierarchiczny system społeczny.
Moja wiedza o Azji i jej mieszkańcach jest bardzo ograniczona i podejrzewam, że nawet określenie 'społeczeństwo azjatyckie' to duże nadużycie. Kultury Azji są różne. Faktem jest jednak, że codzienne migawki z ulic i z parków w Melbourne dostarczają ciekawych obserwacji o ludziach azjatyckiego pochodzenia i układają się w jakiś większy, ogólny obraz. W Ogrodach Botanicznych ludzie o rysach azjatyckich często spacerują grupami: ośmio- dwunastoosobowymi. Duży rozstrzał wiekowy wewnątrz grup wskazuje, że na spacer wybierają się rodziny, ewentualnie rodziny ze znajomymi. Nie sposób nie zauważyć, że 'rodzina' to w kulturze azjatyckiej słowo - klucz. Co interesujące, w azjatyckich rodzinach z Ogrodów Botanicznych też jest zawsze jakoś grzecznie i porządnie. Wysoki stopień zorganizowania, wiadomo Who is Who i gdzie czyje miejsce. Dla kontrastu - na sąsiedniej scieżce dwóch australijskich tatusiów, w tym jeden w dredach, spaceruje z wózkami. Funkcje w australijskich rodzinach rozłożone są dość elastycznie. Oczywiście, obok takiego "pocztówkowego" obrazu Azjatów istnieje mnóstwo innych: Azjaci odrobinę zasymilowani, częsciowo zasymilowani i mocno przesiąknięci lokalnym stylem życia. Ale faktem jest, że można wyróżnić coś takiego jak wspólne cechy w zachowaniu ludzi z Azji.
Poza tym wszystkim mam wrażenie, że w krajach azjatyckich silniejsze niż w krajach Zachodu jest przywiązanie do własnego kraju i rodzimej produkcji. Japończycy faworyzują swoje samochody, swoją elektronikę - co pewnie wynika z dobrej jakości towarów japońskich, ale też myślę, że stanowi przejaw 'azjatyckiego patriotyzmu konsumenckiego'. Co prawda w Australii na co drugim jogurcie i paczce ciastek też można przeczytać 'Proudly Australian Made & Owned', ale australijski patriotyzm na pewno nie ma tej skali i intensywności, co japoński. Zwłaszcza, że po rządach Johna Howarda, którym przylepia się czasem etykietę nacjonalistycznych, poprawna politycznie jest większa otwartość na to, co obce.
*zapis fonetyczny!
15 sierpnia
Plus Jeden
No więc tak. Idzie wiosna i czuć to coraz bardziej. Powietrze pachnie. Wiatr wieje ciepło i wesoło. A latem, pod koniec lutego, przyjdzie na świat mały szkrab. O czym z radością powiadamiają przyszli rodzice.
12 sierpnia
Russische Sauerkraut
Grzesiek znalazł dla mnie kapustę kiszoną. Co prawda kapusta nazywa się Russische Sauerkraut i została wyprodukowana w Niemczech, ale jak najbardziej j e s t.
Nie zmienia to faktu, że z niecierpliwością czekam na tradycyjną surówkę produkcji Taty. Kapusta, marchew, jabłko, cebula. Jeszcze tylko miesiąc.
9 sierpnia
Australian Rules Football
W jeden z ostatnich piątków lipca poszliśmy na mecz. Prawdziwy mecz, z tłumem prawdziwych kibiców, na stadionie, w świetle jupiterów. Szaliki, trąbki, piosenki i tak dalej. Grały dwie drużyny z Melbourne: Collingwood i Carlton. Oczywiście byliśmy za Collingwood, chociaż dokładnie nie wiem czemu. Ale faktem jest, że kibice Carlton wyglądali jakoś dziwnie.
Wybór był trafny: Collingwood wygrało mniej więcej 90:50. Bo nie wspomniałam, ale mecz, który oglądaliśmy, to był mecz footy, czyli Australian Rules Football*. Tam punkty lecą trochę szybciej, niż w zwykłym futbolu. Chłopaki biegają za podłużną piłką (jak do rugby) i starają się ją wkopać pomiędzy dwa wysokie słupki. Za celny strzał jest sześć punktów. Za wkopanie pomiędzy niższe, zewnętrzne słupki - jeden. Piłkę można trzymać w rękach i biec z nią po boisku, ale co jakiś czas trzeba odbić o ziemię. Aussie Rules to sport mocno kontaktowy: zawodnicy regularnie tworzą na boisku radosne 'kupy', rzucając się na siebie w walce o piłkę. Bardzo śmiesznie w tych meczach zachowuje się sędzia liniowy, bo gdy wyrzuca piłkę z autu, ustawia się tyłem do boiska - żeby podczas rzutu nikogo nie faworyzować. Taki sporny, ale rzucany do tyłu.
Rozgrywki w australijską nogę odbywają się na słynnym MCG - Melbourne Cricket Ground. Jak nazwa wskazuje, jest to stadion przeznaczony do gry w krykieta. Boisko do krykieta ma kształt koła i jak się głębiej zastanowić, jest to sprawiedliwe - znaczy z punktu widzenia kibica - bo wszyscy siedzący na trybunach mają równy dostęp "wzrokowy" do tego, co się dzieje na dole. Przyczyna, dla której mecze AFL są rozgrywane na boisku do krykieta jest tyle interesująca, co pragmatyczna. W krykieta gra się latem. żeby nie stracić formy w trakcie zimy, zawodnicy uprawiający krykieta zaczęli grać w piłkę. Pierwszy mecz AFL rozegrano w 1858 roku. Od tej pory co roku od marca do września trwa sezon na Aussie Rules; sport traktowany zresztą bardzo poważnie i budzący gorące emocje: na mecz Collingwood z Carlton przyszło osiemdziesiąt tysięcy widzów. Co ciekawe, tak żywe zainteresowanie futbol australijski budzi jedynie w Wiktorii, bo już w Sydney bardziej popularne jest rugby. Pod względem dyscyplin sportu Australia jest zdecentralizowana.
Popularność footy w Melbourne niech potwierdzi fakt, że u Grześka w grupie każdy ma moralny obowiązek wytypować jedną drużynę i kibicować jej przez cały sezon. Ci, których drużyna wygra w danym meczu, dostają od kibiców rywali czekoladowe żaby. Podobno bardzo dobre. St Kilda, której kibicuje Grzesiek, radzi sobie w tym sezonie świetnie, w związku z czym żaby stały się regularną osłodą ciężkiej pracy w PwC. Tak ma szansę być do września, bo we wrześniu Wielki Finał.
* inne nazwy tego sportu to Aussie Rules albo AFL (Australian Football League)
6 sierpnia
Stosunki międzynarodowe
No i proszę, żaden kraj nie jest wolny od terroryzmu. We wtorek prasa doniosła, że australijskie służby bezpieczeństwa zatrzymały grupę islamskich ekstremistów planujących samobójczy zamach na australijskie bazy wojskowe. Podejrzani, w liczbie osiemnastu, pochodzą z Somalii i Libanu, ale są obywatelami Australii. Mieszkają w Melbourne. Większość z nich to robotnicy budowlani i taksówkarze. Według gazet, zamach na bazy armii w Sydney i w Wiktorii miał być odwetem za zaangażowanie australijskich wojsk w krajach muzułmańskich. Podobno był inspirowany przez działające w Somalii islamskie ugrupowanie al-Shabaab. Spisek udaremniono zanim doszło do czegokolwiek, ale temat przez dwa dni znajdował się na czołówkach gazet.
Australijczycy nie mają wcale fioła na punkcie terroryzmu, jednak na długo zapamiętają kilka tragicznych wydarzeń z ostatnich lat. Po pierwsze, zamach bombowy na Bali w 2002 roku. Zginęło w nim ponad dwieście osób, z czego blisko dziewięćdziesiąt z Australii. W centrum Melbourne zbudowano po tym wydarzeniu memoriał w postaci fontanny z dziewięćdziesięcioma małymi wodotryskami: każdy z nich symbolizuje zabitego Australijczyka. Trzy lata później na Bali doszło do kolejnego samobójczego zamachu. Trzy bomby zabiły dwadzieścia osób, w tym cztery osoby z Australii. W międzyczasie, w 2004 roku w Dżakarcie pod australijską ambasadą wybuchł samochód - pułapka. Bomba nie wyrządziła szkody pracownikom ambasady, ale raniła śmiertelnie osiem postronnych osób. No i ostatnie wydarzenia z Dżakarty - trzy tygodnie temu, 17 lipca, hotele Ritz i Marriott stały się celem nowych ataków bombowych. Zginęło kilka osób i byli wśród nich Australijczycy. Na australijskich stronach rządowych władze od dłuższego czasu odradzają podróż do Indonezji, a zdeterminowanym zalecają zarejestrować fakt wyjazdu w specjalnym departamencie.
Problem dla Australii stanowi jednocześnie nielegalna imigracja z Indonezji. Przy czym Indonezja oznacza tu raczej kierunek geograficzny, niż kraj pochodzenia uchodźców. Bo do Australii próbują się dostać nie tylko Indonezyjczycy, ale też Afgańczycy, Irakijczycy, uchodźcy ze Sri Lanki i inni imigranci. Indonezja z racji swego położenia jest dla nich ostatnim punktem przesiadkowym w drodze do celui. Miesiąc temu władze w Dżakarcie ostrzegły, że Australię może w najbliższym czasie zalać 10-tysięczna fala uchodźców. Ocenili to na podstawie ruchu z Malezji, z której przypłynęło do nich w tym roku (na łodziach) około półtora tysiąca osób różnych narodowości.
Zrobiło się politycznie. Może następnym razem będzie coś bardziej optymistycznego. No bo wiosna idzie, nie?
2 sierpnia
W***
A jednak jakieś żółte kwiatki zakwitły. Na trawnikach wzdłuż rzeki. Tu i tam. Tu i tam. Kształtem przypominają kaczeńce, a kolorem dziewannę. W Ogrodach Botanicznych też zapachniało kwiatami: od dwóch tygodni kwitną magnolie, od niedawna - aloes. Ten ostatni na czerwono.
Mamy zimę i +15 st. C. Za tydzień +20. Czas pomyśleć o topieniu Marzanny.