30 maja

A my byliśmy w St Kilda Sea Baths i było cudownie. Sea Baths to baseny wypełnione morską wodą, podgrzaną do 33 i 42 stopni. Piękna sprawa. Przez okna widać plażę i morze, można też w szczególności wyskoczyć z jacuzzi i wskoczyć do morza, a potem w nagrodę wrócić znów do jacuzzi. 

Z St Kildy pojechaliśmy na masaż chiński, tym razem głowy i to też było piękne, bo głowy nie da się tak zmasakrowć jak pleców, nawet chińskiemu masażyście. A to oznacza, że masaż był przyjemny.  Niski uśmiechnięty Chińczyk Kevin starannie masował wszystkie partie głowy, włączając uszy. 

Martunia nie pływała z nami w St Kildzie, nie była też na masażu, więc na pocieszenie wykąpaliśmy ją wieczorem w domu. Ale ponieważ na basenie widzieliśmy dzieci na oko półroczne, niewykluczone, że niedługo Martunia też pozna smak morskiej wody.


25 maja

Przy płocie Ogrodów stanął mężczyzna w białym dresie. Odwrócił się przodem do ogrodzenia. O nie, pomyślałam. Tylko nie to. Melbourne to przecież takie miłe miasto, tutaj ludzie nie sikają pod płot. Chwilę potem mężczyzna odwrócił się frontem do ścieżki... Uff. Ekshibicjonista.


22 maja

Woda

W Australii też są powodzie. Co roku, w Queensland. Queensland to stan na północnym-wschodzie kontynentu. Klimat tam jest już częściowo tropikalny, rok dzieli się na porę suchą i deszczową. Mocne deszcze padają latem, od stycznia do marca. Wtedy też najczęściej stan jest zalewany. Wodę przynoszą tropikalne cyklony: w tym roku były to Neville i Olga. W czasie powodzi bardziej niebezpieczne niż zazwyczaj stają się krokodyle; gdy wylewają rzeki, z łatwością mogą się przedostać w pobliże człowieka.

W Australii dużo mówi się o nierównowadze klimatu. Na południu kraju zagrożeniem są susza i pożary buszu. Pamiętny był zeszłoroczny pożar w Wiktorii, który należał do najbardziej tragicznych w historii stanu. Na północy z kolei są powodzie. Padają pytania, czy nadmiaru wody z Queensland nie można by wykorzystać  w Wiktorii. Zwłaszcza, że pogodowe ekstrema w obydwu stanach występują w tych samych miesiącach. Ale Australia jest ogromna. Niby jeden kraj, ale obszar bardzo rozległy. Jakoś nikt się jeszcze nie przekonał do zainwestowania  w infrastrukturę kanalizującą na przykład wodę z północy na południe, To nie jest nic dziwnego, koszt byłby niebotyczny.

Mam dużą nadzieję, że wały przy Wiśle wytrzymają ten weekend. I że potem zostaną dobrze umocnione.


18 maja

Chinese Hot Pot

Byliśmy z Martunią na Chinese Hot Pot. Chinese Hot Pot polega na tym, że w restauracji kelner stawia na środku stołu, na ogniu, garnki z zupą, a goście zamawiają dodatki. Surowa ryba, kalmary, wodorosty, ale też wołowina, ziemniaki, rzepa. Dodatki wrzuca się do garnków, po czym gotują się one w czasie rzeczywistym. Kto lubi wersję al dente, może kalmara wyłowić pięć minut wcześniej niż sąsiad. Kto woli porządnie ugotowane, może poczekać dłużej. Dodatki zamawia się i wrzuca przez cały wieczór.

Przy Chinese Hot Pot spotkaliśmy się ze znajomymi i z Markiem, który wpadł do Melbourne odwiedzić Kerstin. Wpada co miesiąc, nadrabia zaległości towarzyskie i rozrywa się, bo jak wiadomo w Dubbo jest tylko zoo.

Martuni podobało się wszystko. Czerwone ściany restauracji, plakat z Mao Tse Tungiem, chińska muzyka i gwar rozmów. Zasnęła bujana przez Marka w foteliku samochodowym. Do domu wróciliśmy przed jedenastą, noc była krótka, ale dziś jest piękny dzień, ciepły i słoneczny.


11 maja

Edukacja najmniejszych

Mama podpowiada, żeby przy okazji interakcji Martuni z lustrem przemycić jej prawo o załamaniu światła. Ha. Martunia już je dobrze zna. Podobnie jak to, że ciało wypiera tyle wody ile cośtam. To przez te kąpiele. Wieczorem, kiedy nasza córka jest najbardziej rozmowna, opowiada nam o tych i o innych prawach. Oczywiście jeżeli dobrze ją rozumiemy. Ale wydaje nam się, że tak.


8 maja

Martunia uśmiecha się do swojego odbicia w lustrze. Znaczy, że się lubi.


5 maja

W Werribbee Zoo

Byliśmy z Martunią w Zoo. Martunia słyszała: hipopotamy, lwy i dzikie psy afrykańskie. Widziała tylko koszulkę Grześka, bo przez całe zoo i safari została przenoszona w nosidełku. 

Więc hipopotamy nie potrafią pływać. Coś podobnego. Tak naprawdę chodzą tylko po dnie rzeki - i dlatego spotyka je się głównie na płyciznach.

Przy konfrontacji hipopotama z nosorożcem pierwszy stchórzy nosorożec. Najlepszą bronią okazuje się masa.

Dzikie psy afrykańskie, z wyglądu podobne do hien (ale jednak ładniejsze) są jednymi z najlepszych myśliwych w Afryce. Na polowaniach mają wyższą efektywność niż lwy. Polując, rozdzielają się na dwie grupy - pierwsza goni ofiarę do wyczerpania, druga zabija. Inna ciekawa rzecz - to samice psów afrykańskich, nie samce, opuszczają stado po dorośnięciu. Model inny niż u większosci ssaków. Takie pierwsze zwierzęce emancypantki.


3 maja

Poranki

O dziesiątej rano miasto należy do dzieci. W Ogrodach na trawniku dzieci grają w piłkę i tańczą; trzy kroki w lewo, trzy kroki w prawo, podskok. Pokazuje pani przedszkolanka. Muzyka płynie z magnetofonu. Obok inna grupa siedzi pod palmami i je drugie śniadanie. Co masz? Kanapkę z masłem orzechowym; you?

Rano przestrzeń miasta należy też do mam. Kawiarnie zdominowane są przez wózki. Mountain Buggy, Quinny, Bugaboo. W kawiarni przy Obserwatorium Astronomicznym dwanaście sztuk. Kto nakręcałby biznes kawiarniom przed południem, jeśli nie mamy?

Poza tym poranek to czas sprzątaczy. Po uliczkach Melbourne jeżdżą vany, w nich sprzątacz lub dwóch. Najczęściej mężczyźni, często rasy niebiałej. Sprzątają prywatne posesje. Stały sprzęt: odkurzacz, wiadro, szczotka.  Pogodni ludzie.

Rano jesień w mieście jest słoneczna i spokojna.

Wrzesień i pazdziernik 2010
Sierpień 2010
Lipiec 2010
Czerwiec 2010
Maj 2010
Kwiecień 2010
Marzec 2010
Luty 2010
Styczeń 2010
Grudzień 2009
Listopad 2009
Październik 2009
Wrzesień 2009
Sierpień 2009
Lipiec 2009
Czerwiec 2009
Maj 2009
Kwiecień 2009
Marzec 2009
Luty 2009
Styczeń 2009
Grudzień 2008


      Strona główna      

       Dziennik       

Podróże

         Zdjęcia         

Linki

        Kontakt      
Maj'10
Copyright Ewa & Grzegorz Krawiec
< Archiwum  Dziennik >