29 kwietnia
Martunia słyszy zewsząd, że jest ślicznym małym chłopczykiem. A my po prostu lubimy niebieski.
27 kwietnia
Nieustanne noszenie na ramionach pięciokilogramowego zawiniątka dało się w końcu we znaki naszym plecom, które pewnego dnia zawołały cicho "Pomocy"'. Odpowiedzieliśmy na apel i w weekend poszliśmy na tradycyjny chiński masaż. Nastawiliśmy się na pół godziny przyjemności i relaksu. Hm. Okazało się, że tradycja chińska nakazuje masować ciało pacjenta łokciami, nadgarstkami i przedramionami. Zresztą masować to chyba nie jest dobre słowo. Bardziej ugniatać. Uciskać. I to sporo kiloniutonów tam było. Chwilami miałam wrażenie, że kości nie wytrzymają siły chińskiej tradycji. Ale w sumie trzeba oddać sprawiedliwość azjatyckiemu masażyscie - miłe ciepło, rozchodzące się pod koniec po ramionach, zrekompensowało pół godziny zaciskania zębów. Koniec końców zrelaksowaliśmy się. Za to dzień później, ha. Kolejny dzień bólu. Bolało nawet wzięcie prysznica. I dotyk bluzy zarzucanej na ramiona. Uff. A tak się miło uśmiechali do nas w tym salonie.
W Melbourne można znaleźć wszystko. Masaż chiński, masaż tajski, tai chi o poranku, lekcje medytacji w centrum miasta w czasie przerwy obiadowej. Restauracje greckie u rodowitych Greków, indyjskie u Hindusów. Włoską kawę u Włochów. Setki kawiarni, setki lanczowni. Codziennie można odkrywać nowe miejsce. Dlatego dużą zmianą może być przeniesienie się z Melbourne w głąb Australii. W lutym z miasta wyprowadził się Marc, nasz niemiecki kolega, lekarz. Postanowił popracować dla Flying Doctors w Dubbo w Nowej Południowej Walii. Tradycyjne miasteczko interioru Dubbo jest miejscem, w którym niewiele się dzieje. Marc mówi, że jego dylematy sprowadzają się teraz do kwestii - czy pójść na kawę do Kawiarni 1 czy Kawiarni 2. Na tym wybór się kończy. No ale w każdym miejscu można znaleźć coś dla siebie. Ciekawe, czy mają tam salony chińskiego masażu. Własciwie nie zdziwiłoby to nas, bo Chińczyków w Australii można spotkać wszędzie.
23 kwietnia
A tymczasem mamy środek jesieni. Czerwienieją bluszcze i klony. Co ciekawe, w Ogrodach Botanicznych zakwitł nagle kasztan. Pod nim - mlecze. W końcu jest kwiecień, nie? Ale tak serio: co by nie chciało kwitnąć przy 25 stopniach i miłych ciepłych deszczach co parę dni? Tutejsza jesień to po wiośnie najbardziej zielona pora roku. W ogóle w mieście jest miło, słonecznie, optymistycznie, i tylko kury w Ogrodach chodzą jakieś poważne, zamyślone.
21 kwietnia
Czy wiedziałeś, że...
...małe dzieci potrafią "myśleć" najwyżej o dwóch rzeczach naraz. Dlatego jeżeli płaczą, a my weźmiemy je na ręce, a następnie zaczniemy a) poklepywać po plecach b) szumieć do ucha (szszsz...), to najprawdopodobniej zapomną, że c) płakały.
...do trzeciego miesiąca życia dzieci nie panują nad swoimi rączkami i nóżkami. Machają nimi chaotycznie. Co interesujące, im bardziej są zmęczone, tym mocniej machają. I ponieważ coś im się tak ciągle majta, to mimo zmęczenia nie mogą zasnąć, rozpraszają je własne kończyny. Zaczyna się błędne koło. Na odsiecz przychodzi stary dobry becik, a w wersji współczesnej - Miracle Blanket, który skutecznie unieruchamia małe rączki.
...dzieci płaczą, to wiadomo, ale niektóre płaczą bardziej, niż inne. 'Kolka' to zjawisko oznaczające nieutulony płacz przez trzy godziny z rzędu, przynajmniej trzy dni w tygodniu. Współczujemy rodzicom colicky babies, bo nam w zupełności wystarcza nawet dziesięć minut. Jednak co najciekawsze, 'kolka' nie występuje podobno u plemion pierwotnych, gdzie dzieci są przy matkach niemal non stop. Cywilizacja nie zawsze oznacza postęp.
15 kwietnia
Chloe
--------------------
Pani Ewa Krawiec
Szanowna Pani,
Zwracamy się do Pani w sprawie wniosku o rejestrację urodzenia Państwa córki. Pragniemy zauważyć, że w złożonym przez Państwa formularzu imię dziecka zostało wpisane innym kolorem długopisu, niż pozostałe dane.
Zmiana koloru długopisu nie została parafowana przez żadnego z rodziców. Według Urzędu budzi to wątpliwość co do jednomyślności rodziców w sprawie wyboru imienia dla dziecka.
Niniejszym prosimy o przesłanie pisemnej informacji jakie imiona wybrali Państwo dla swego dziecka, z podpisami obojga rodziców.
Jeżeli Urząd nie otrzyma takiej informacji w ciągu 28 dni od daty wysłania tego listu, informujemy, że Urząd sam wybierze imię dla dziecka.
W przypadku pytań prosimy o kontakt z Candy pod numerem 96XX XXXX.
Z poważaniem,
Menedżer ds. Zgodności Rejestracji
Urząd ds. Rejestracji Urodzeń, Zgonów i Małżeństw w Wiktorii
--------------------
To nie żart. Ciekawe, jakie imię wybrałby Urząd. Jeżeli z top-listy najpopularniejszych imion w Australii, to może Chloe. Albo Charlotte.
10 kwietnia
Smoleńsk
Coś strasznego. Nie chce się wierzyć.
7 kwietnia
W Ogrodach można zobaczyć różne rzeczy. Poza uprawiającymi tai-chi Azjatami lub Azjatami przytulającymi się do drzew, w Ogrodach można zobaczyć Tarzana. Można trafić też na chłopców w brązowych przepaskach na biodrach, wykonujących dziwne ćwiczenia, a może to były jakieś rytuały, pod wielkim dębem. Tarzan czołgał się w ubiegłym tygodniu po gałęzi fikusa, ukryty w gęstwinie liści, ale jednak zobaczyliśmy go. Kto to był - nie wiadomo, czego szukał, na co polował - pozostanie zagadką, ale był tam, włosy długie i rozpuszczone, sunął powoli, prawie niedostrzegalnym ruchem, jak wąż, po gałęzi drzewa.
Chłopcy w przepaskach na biodrach, jeden po drugim, a było ich trzech, stawali na trawie i najpierw podnosili do góry ręce, a potem ćwiczyli według tylko sobie znanych reguł, ale to równie dobrze mógł być taniec na cześć słońca czy księżyca.
W Ogrodach można też usłyszeć plumkającego na gitarze człowieka w kapeluszu, schowanego w cieniu drzewa, ma swoje ulubione miejsca, zaszywa się w zacisznych miejscach Ogrodów i plumka.
W Ogrodach widziałam ostatnio dwie mamy, każda z parą bliźniaków i pytam, jak to możliwe żeby opiekować się dwójką naraz, jak je przepraszam karmić i kąpać, i czy jeśli jedno zaczyna płakać, to drugie też, jak je wtedy nosić na rękach, dla wszystkich mam bliźniaków naprawdę duże wyrazy uznania.
4 kwietnia
W nocy z soboty na niedzielę śpimy o godzinę dłużej. Ale czy na pewno wszyscy?
3 kwietnia
Nie, świąt w tym roku nie czujemy w ogóle. Dużo bym dała, żeby w niedzielę znaleźć się w Łodzi na Pogodnej. Dowiedzieć się co u Radka, u Michałów, u wszystkich, zjeść mazurka*, zobaczyć wiosnę.
-------
* tutaj są cynamonowe bułeczki z białym krzyżem z lukru - cross-buns