16  czerwca

Wiadomo, że najlepsze są książki, które akurat ktoś czyta. Bo jak czyta, to znaczy, że są tego warte. Więc jeśli widzimy nową książkę przyniesioną z biblioteki, jeszcze ciepłą i dymiącą - buch, przysuwamy do siebie i zaczynamy przeglądać.

W ten sposób ja zaczęłam czytać książki Grześka, a Grzesiek moje. Podkradamy sobie książki regularnie i bywa, że konkurencja kończy się zastosowaniem przemocy fizycznej.

Najczęściej zjawisko podbierania dotyczy książek z dziedziny psychologii i dziedzin pokrewnych. Ostatnio zaczęliśmy je analizować. Jeden z moich szybkich pomysłów brzmiał: - OK., to ja za każdym razem, kiedy będę w bibliotece, wypożyczę dodatkowo parę losowych książek i położę je w widocznym miejscu, a moją "prawdziwą" schowam w szufladzie. Co Grzesiek od razu skwitował: - Nie ma szans, nie dam się nabrać na jakies dziobaki albo Aborygenów. Czytam tylko ciekawe książki.

Więc nie jest łatwo. Rywalizacja w czytaniu trwa. Ja Grześka, on moje. W efekcie każde czyta to, co interesuje to drugie... Hej, może podbieranie nie jest wcale takie złe.


12 czerwca

John Flynn zasłynął w Australii z założenia Royal Flying Doctors Service: organizacji, która zapewnia pomoc medyczną mieszkańcom australijskiego interioru. Jak nazwa wskazuje, Flying Doctors latają do swoich pacjentów. Latają samolotami, których w całym kraju mają blisko pięćdziesiąt. Załoga samolotu  najczęściej składa się z dwóch osób: pielęgniarki i pilota, a loty pełnią podobną funkcję jaką mieście pełni pogotowie ratunkowe. Dla Flying Doctors, którzy operują z dwudziestu jeden regionalnych baz, pracuje łącznie ponad siedemset osób. Podobno jest to największa tego typu instytucja na świecie.

Urodzony w 1880 roku Flynn był klerykiem, który w wieku 31 lat przeniósł się z Melbourne w głąb Południowej Australii. Miał tam prowadzić misję dla białych i Aborygenów. Oddalony od najbliższego dużego miasta o pięćset kilometrów, praktycznie bez kontaktu ze światem zewnętrznym, Flynn był świadkiem sytuacji dramatycznych. Wypadki, które w mieście skończyłyby się odtransportowaniem ofiar do szpitala i, powiedzmy, zszyciem ran, w interiorze często prowadziły do śmierci. Flynn założył sieć szpitali i placówek mających udzielać prostej opieki pielęgniarskiej, a do tego zorganizował zespół 'Jeźdźców Terytorialnych' (Boundary Riders), którzy na grzbietach wielbłądów lub koni odwiedzali odległe osady ludzkie, żeby nieść podstawową pomoc medyczną. Warunki życia ludzi od tego czasu istotnie się poprawiły, ale w skali całego interioru to była kropla w morzu potrzeb.

Flynna wiodła wielka wizja. Wiedział, że sytuacja ludzi żyjacych w odległych partiach kontynentu mogłaby być znacznie lepsza, gdyby lekarze dysponowali szybszymi środkami komunikacji. Najszybszymi środkami komunikacji były samoloty, które - na marginesie - niemalże dopiero co wynaleziono. Flynn okazał się być człowiekiem bardzo upartym i jego pomysł udało się wdrożyć w życie. W 1928 roku pierwszy samolot z pilotem i lekarzem na pokładzie poleciał w służbowy lot. Parę lat później inicjatywa uzyskała swoją oficjalną nazwę: Australijska Powietrzna Służba Medyczna, a 1955 roku nadano jej nazwę, która funkcjonuje do dziś -  The Royal Flying Doctors Service. Na początku główną rolę w porozumiewaniu się pacjentów z lekarzami pełniła radiokomunikacja, w ostatnich dziesięcioleciach zastępowana telekomunikacją. Dzis największą rolę gra oczywiście telekomunikacja satelitarna.

W 2007 roku Latający Lekarze 'przyjęli' około dwustu czterdziestu tysięcy pacjentów, co oznacza ponad sześciuset pacjentów na dzień. Nie jest to jednak równoznaczne z sześciuset lotami w ciągu jednego dnia. Znaczna część kontaktów z lekarzami i pielęgniarkami odbywa się na odległość - głównie przez telefon. Ewakuacji powietrznych było w 2007 około stu na dzień. Latający Doktorzy dystrybuują też apteczki zwane Medical Chests, służące do doraźnego leczenia chorób. Każda apteczka zawiera szkic korpusu człowieka, na którym poszczególne partie ciała są ponumerowane. Do tego dołączony jest zestaw leków, również ponumerowanych. Pacjent, dzwoniący do lekarza, opisuje symptomy choroby (np. boli mnie numer pięć)  a lekarz mówi, który lek (numer siedem) należy zażyć.

Latającymi Lekarzami ostatnio zainteresowalismy się bardziej, bo nasi znajomi Niemcy, Mark i Kerstin, prawdopodobnie wyjadą na jedną z latających placówek. Mark jest lekarzem i jeśli zda egzaminy, przeniesie się z Kerstin do Dubbo, najnowszej stacji Latających Lekarzy w Nowej Południowej Walii. Będzie szkoda, bo Mark to najśmieszniejszy Niemiec świata. Ale coż, taki lajf.


9 czerwca

Australijskie dolary w niczym nie przypominają amerykańskich. Banknoty mają różne kolory i są "plastikowe"', podobnie jak nowe rumuńskie leje. Co ciekawe, Australia zaczęła drukować pieniądze z polimerów jako pierwsza na świecie. W 1988 z taśmy wyszła pierwsza polimerowa dziesięciodolarówka. Dziesięć lat później Australia była już wyspecjalizowanym producentem plastikowych banknotów i drukowała je masowo dla innych krajów. Plastikowe pieniądze mają wiele zalet, można je na przykład zostawić przez roztargnienie w kieszeni spodni, uprać i z powodzeniem używać dalej, bo z prania wyjdą bez szkody. Z polskimi dziesięciozłotówkami, o ile pamiętam, bywało różnie. Ale dolary z plastiku mają jedną wadę - nie pachną jak prawdziwe pieniądze. 

Odnośnie innych wynalazków australijskich, interesujące jest to, że to właśnie w tym kraju zapoczątkowano koncept współczesnej poczty. O co chodzi? Do mniej więcej połowy XIX wieku system wysyłek na świecie działał w ten sposób, że za dostarczenie listu czy paczki płacił odbiorca. Czyli jeśli ktoś chciał, mógł z powodzeniem zaspamować nielubianą osobą przesyłkami, za które musiała ona płacić. Dopiero w 1838 roku poczta w Sydney wpadła na pomysł, żeby zacząć drukować ostemplowany papier. W papier pakowało się listy i paczki i w ten sposób zapoczątkowano system, który funkcjonuje do dzisiaj, czyli opłacanie przesyłek z góry, przez nadawcę. Następnym krokiem było wymyślenie znaczków pocztowych, które okazały się wygodniejsze niż drukowany papier - i odniosły światowy sukces.

Jeszcze z ciekawych odkryć w dziedzinie komunikacji - australijscy naukowcy pracujący dla Ericssona wymyślili w latach 1990-tych zautomatyzowany system odbierania telefonów. System był zaprojektowany na potrzeby dużych firm, z którymi codziennie komunikowały się tysiące klientów. Pozwalał na jednoczesne 'odbieranie' setek telefonów i ustawiał dzwoniących w kolejce, informując ich o tym nagranym na taśmę głosem. Czyli to, z czym dziś stykamy się codziennie dzwoniąc do banku, operatora telefonu czy do większej firmy usługowej.

Jednak nie wszystko, co wymyślono w Australii, było genialne. Niepowodzeniem okazał się skonstruowany w 1975 roku w Sydney innowacyjny rower, zwany kangaroo bicycle. Kangurzy rower miał być napędzany energią podskoków wykonywanych przez  siedzącego na nim rowerzystę. Odwołanie się do natury nie zawsze przynosi oczekiwane efekty.

Wracając do pieniędzy: na polimerowych banknotach Australijczycy uwiecznili między innymi królową Elżbietę (5$), paru narodowych pisarzy i pierwszą kobietę w parlamencie - Edith Cowan (50$). A na czerwonej polimerowej dwudziestodolarówce widnieje portret Johna Flynna. John Flynn to postać bardzo ciekawa, która w historii Australii zapisała się tak zwanymi złotymi zgłoskami. Więcej w kolejnym odcinku.


6 czerwca

Jak przyciągnąć ludzi do kościoła? 

Na pewno trzeba działać głową. Więc może - zróbmy wykłady. O pierwszej po południu, kiedy większość ludzi w city wychodzi na ulicę coś zjeść. Wykłady zróbmy w centrum miasta, w zacisznym wnętrzu naszej katedry. Czterdziestominutowe, żeby ludziom starczyło jeszcze czasu na kupienie kanapki w Subwayu przed powrotem do biura. OK. Jest pomysł, teraz należy go sprzedać. Więc w widocznym miejscu przed kościołem ustawiamy tablice i piszemy na nich o naszych wykładach. Ładne, kolorowe tablice, przyciągające wzrok. Wymyślamy tytuły, które zainteresują przechodniów. Na przykład: What if I just can't believe?  I podobne. W każdą środę inny temat. W każdą środę przyjdź do nas dowiedzieć się czegoś nowego. Nie przegap okazji!

Na wykłady nie przychodzi zbyt dużo ludzi, ale kilkunastu słuchaczy zawsze się pojawi. Australijczycy nie są przesadnie zainteresowani sprawami religii. Jedna piąta deklaruje brak jakiejkolwiek wiary. Reszta to głównie chrześcijanie: trochę ludzi wyznania katolickiego, trochę anglikanów. Niewielki, ale rosnący odsetek to wyznawcy islamu i buddyzmu. O  dość dużej obojętności Australii w kwestiach wiary świadczy fakt, że w badaniu przeprowadzonym w 2008 roku przez Christian Science Monitor, australijska młodzież pod względem zaangażowania w sprawy wiary zajęła ostatnie miejsce na świecie. Za to, jak sądzę, jest bardziej otwarta na religijną różnorodność niż młodzież z innych krajów. Australijczycy wręcz boją się jednolitości w kwestiach religii. Matthew z Monash University wyglądał na przerażonego, kiedy dowiedział się, że w Polsce dziewięćdziesiąt procent ludzi należy do kościoła katolickiego.

A więc jeżeli chcemy przyciągnąć ludzi do kościoła, robimy wykłady. Ale musimy zdawać sobie sprawę, że konkurencja w porze lunchu jest bardzo duża. O pierwszej po południu zaczyna się darmowa lekcja salsy w centrum miasta. A biblioteka zaprasza w tym czasie na godzinne koncerty współczesnych artystów. Na Flinders Lane gra na gitarze, perkusji i harmonijce człowiek-orkiestra. W Melbourne dzieje się coś ciągle i żeby zostać zauważonym, potrzebujesz naprawdę dobrego pomysłu. Również wtedy, jeśli reprezentujesz kościół, a nawet zwłaszcza wtedy. Musisz być dobrym obserwatorem, świadomym społecznych potrzeb i bieżących trendów. Musisz się mocno starać. Musisz biec szybciej, niż potrafisz - jak mówiła Czerwona Królowa.


5 czerwca

Czas leci szybko. Nie zauważyliśmy, kiedy skończył się maj i zaczęła kalendarzowa zima. Zima w Melbourne, przynajmniej ta wczesna, charakteryzuje się temperaturami w okolicach szesnastu stopni i najpiękniejszym kolorem trawy, jaki widzieliśmy do tej pory - jaskrawozielonym, ożywionym przez częstsze niż w porze letniej deszcze. W zieleni trwają niezmiennie eukaliptusy i mamy podejrzenie, że tak będzie przez cały rok.

Ostatni tydzień w skrócie to trzydniowa konferencja organizowana przez naszą firmę w Brighton - nadmorskiej dzielnicy Melbourne, przypominającej Hollywood, duża porcja wiedzy o rynkach finansowych w Australii, dyskusje z bankierami o podróżowaniu przez kraje Europy środkowo-Wschodniej (tak, oni tam jeżdżą), dlaczego konduktorzy w Polsce są tacy groźni, skonfiskowali mi i żonie połowę bagażu - znaczy kiedy? - a jakoś w latach 70-tych - no to wtedy byli faktycznie groźni. Potem Dzień Dziecka, którego tutaj nie było, przygotowania do wakacji na Wielkiej Rafie, pierwszy ekscytujący kontakt z dentystą, więcej niż zwykle siatkówki, pralka się zepsuła, na targu skończyły się śliwki, szkoda. See you soon.




top


      Strona główna      

       Dziennik       

Podróże

         Zdjęcia         

Linki

        Kontakt      
Czerwiec'09
< Archiwum      Dziennik >
Luty 2010
Styczeń 2010
Grudzień 2009
Listopad 2009
Październik 2009
Wrzesień 2009
Sierpień 2009
Lipiec 2009
Czerwiec 2009
Maj 2009
Kwiecień 2009
Marzec 2009
Luty 2009
Styczeń 2009
Grudzień 2008